Przejdź do treści
Aktualności
Lifestyle

Marzy mi się, żeby kiedyś każdy Polak jeździł konno

Z Antonim Chłapowskim, twórcą Centrum Hipiki rozmawiała Katarzyna Afek.

 Antoni Chłapowski o swojej fascynacji końmi mówi: „Pasja, która potrafi uratować życie”. Ma wówczas na myśli nie tylko swoje życie, ale także setek młodych ludzi, w których zaszczepił miłość do koni. Nieśmiało trzeba przyznać, że wszyscy polscy pasjonaci jazdy konnej dzielą się na tych, którzy zaczynali swą karierę w Jaszkowie lub chcieliby ją tu zaczynać. Takie stwierdzenie wzbudza uśmiech na twarzy założyciela Centrum Hipik, który jest człowiekiem niebywale skromnym.

K.A. Jazda konna od zawsze była sportem elitarnym. Rodzice z chęcią sadzali swoje dzieci na kucykach, by już od najmłodszych lat miały kontakt z tymi wspaniałymi zwierzętami. Wprowadzenie dziecka do świata zawodowego jeździectwa wymaga jednak od rodziców dużej determinacji i nakładów finansowych. Jak wyglądała sytuacja gdy po powrocie ze Szwecji postanowił Pan otworzyć Centrum Hipiki?

a

Antoni Chłapowski: Wcześniej w Polsce nie było w ogóle klasy pony. Dzieci jeździły na dużych koniach, co stwarzało duże niebezpieczeństwo. 30 lat pracowałem w Szwecji, tam też miałem ośrodek. Tam pracowałem wiele lat zarówno z dziećmi jak i z dorosłymi. W Szwecji skończyłem też szkołę instruktorską i starałem się wprowadzić to do Polski. Zobaczyłem w ciągu trzech miesięcy tyle wypadków, ilu w Szwecji przez 30 lat nie widziałem. Wtedy postanowiłem, że coś trzeba zrobić dla tych dzieci, żeby ta jazda była bezpieczna . W 1996 roku sprowadziłem ze Skandynawii 100 małych koni pony i zaczęliśmy pracować.

Wtedy wszyscy myśleli, że mam coś nienormalnego w głowie. (śmiech) W 2004 roku, tj. po ośmiu latach, zorganizowaliśmy pierwsze Mistrzostwa Europy. Przez tydzień gościliśmy w Jaszkowie dwa tysiące uczestników,  osiemnastu narodowości.

a

Na krytej ujeżdżalni ustawiliśmy stoły i 1000 osób jadło śniadanie, obiad i kolację. Oprócz tego były różne kuchnie, stragany zewnętrzne itd. Była wspaniała atmosfera.

Przed tymi mistrzostwami nasze dzieci już startowały na różnych zawodach w Danii i w Niemczech. Jednak zorganizowanie Mistrzostw Europy w Jaszkowie to był olbrzymi sukces, bo nawet ludzie w Polsce nie zdawali sobie sprawy na jak wysokim poziomie jest sport jeździecki wśród dzieci.

Wtedy w 2004 roku program finałowy przejechało na czysto trzech polskich seniorów. Dzisiaj już mamy wielu dobrych jeźdźców, lepsze konie, ale właśnie wtedy naprawdę otworzyliśmy wszystkim oczy na jeździectwo w Polsce.

a

Czy przy zorganizowaniu pierwszych mistrzostw Europy w Centrum Hipiki, pomogły Panu doświadczenia zdobyte w  Szwecji?

Tak, oczywiście. Co roku specjalna komisja przyznaje pozwolenie na zorganizowanie mistrzostw. Taka komisja bardzo restrykcyjnie sprawdza czy są możliwości do przeprowadzenia takich zawodów. Właśnie w Szwecji nauczyłem się jak zorganizować taki ośrodek. To było udane wydarzenie i z dużą aprobatą całej Europy.

Rozwinęliśmy sport młodzieżowy w Polsce na małych koniach- pony i myślę, że to jest naszym dużym sukcesem. Oprócz tego co roku prowadziliśmy kursy jazdy konnej, w pewnym momencie mieliśmy 240 koni.

Kiedy odwiedziła nas matka Martina Fuchsa, który jest vice- mistrzem Świata i mistrzem Europy, powiedziała, że nie ma takiego drugiego miejsca na świecie. Z resztą ona również startowała na dużych zawodach i na olimpiadzie.

a

Z jakiego powodu  przestał pan organizować zawody europejskie?

Mistrzostwa zorganizowaliśmy ponownie w 2011 roku. Po udanych mistrzostwach w 2004 roku, łatwiej było zdobyć pozwolenie na zorganizowanie tych kolejnych. Niestety bardzo zmieniła się mentalność ludzi w Europie. Pojawiła się  niezdrowa rywalizacja. To również pod względem finansowym było na granicy opłacalności. Za pony, które występuje na Mistrzostwach Europy trzeba zapłacić od 100 do 300 tys. euro.

Wydawałoby się, że to mały konik..

Dobry, mały konik. W finale taki koń skacze do 150 cm, czyli tak jak duży koń. To są starannie wyselekcjonowane konie. Co ciekawe, samochód, który transportuje te konie, z mieszkaniem, pełnym wyposażeniem,  potrafi kosztować podobnie- do 300 tys. euro.

Jednak duch tego przyjemnego sportu na polskich zawodach został, to są ciekawe spotkania.

Tak, ludzie się cieszą, jest naprawdę miło. Ostatnio na Mistrzostwach Wielkopolski  była wspaniała atmosfera. Wsparło nas dobrze zorganizowane miasto Konin.

W swojej karierze szkolił Pan na kursach w Centrum Hipiki setki młodych jeźdźców.  Czy praca instruktora daje Panu satysfakcję?

Podarowanie dziecku pasji oznacza uratowane życie. Taki młody człowiek nie ma wtedy problemów. Nawet w tak trudnym okresie  dorastania (12- 15 lat), bo jest koń który angażuje. Młodzież nie interesuje się używkami, nie biega po dyskotekach tylko zajmuje się koniem – przygotowuje go, trenuje, jeździ na zawody.

Czasem rodzice narzekają, że jeździectwo dużo kosztuje. Tymczasem to jest najlepsza inwestycja w dziecko, o wiele więcej kosztuje terapia i inne konsekwencje dla dziecka , które nie ma zajęcia i może się pogubić.

 Pana ciekawa osobowość i wielkie doświadczenie czynią Centrum Hipiki miejscem wyjątkowym. Co sprawia, że  Pana kursy w Jaszkowie są wciąż tak upragnione przez dzieci i młodzież?

Faktycznie nasze kursy są inne niż gdziekolwiek indziej. My nie mamy „wakacji w siodle”, czy podobnych obozów, tylko kursy jady konnej. Przez tydzień dzieci uczą się bardzo dużo. Nawet jeśli mam takie dziecko, które nigdy nie siedziało na koniu, to przez tydzień nauczy się tyle, że na zakończenie kursu jedzie ,,mały parkur”  i kadryla (grupowy pokaz ujeżdżania wykonywany pod muzykę - przyp. redakcji).

Czy przyjeżdżają też dzieci poczatkujące, czy to są raczej obozy dla zaawansowanych?

Od początkujących do zaawansowanych z własnymi końmi. Też osoby przygotowujące się z do mistrzostw Polski i do wyjazdów zagranicznych. Już pierwszego dnia, po zebraniu organizacyjnym, dzielimy dzieci na grupy według zaawansowania i rozdajemy konie. Jak już dzieci pojeżdżą to nie ma niespokojnych myśli co będzie jutro. Już wiedzą, że będzie dobrze.

Jak wygląda typowy dzień kursu?

O godz. 7:30 opiekunowie budzą dzieci w internacie. O godz. 7 dzieci są w stajni, każde dziecko ma przydzielonego konia i opiekuje się nim od rana do wieczora. Dzieci sprzątają w boksach, karmią – dają siano, później owies i na godz. 8 idą na śniadanie do karczmy. Przed pandemią mieliśmy szwedzki stół, dzieci jedzą ile chcą, ale nie wolno niczego zostawiać na talerzu. Jest to powiedziane przy rodzicach na rozpoczęciu i większość z nich jest wdzięczna za wprowadzane zasady. Po śniadaniu dzieci idą do swoich pokoi, robią porządek – zawsze jest konkurs na najczystszy pokój. Za to mają dodatkową lekcję z wybranym instruktorem przed zakończeniem kursu. O godzinie 9 dzieci zbierają się znowu w stajni przy swoich koniach, czyszczą je, przygotowują i o godz. 10 siedzą znowu na koniach. Pracujemy w grupach do godz. 12. Potem każda grupa zjeżdża do stajni, dzieci rozsiodłują konie, czasami spłukują zimną wodą nogi i karmią konie. O godzinie 12:30 jest obiad, potem dzieci mają czas wolny, podczas którego większość, jak nie w pierwszy dzień to w drugi, śpi.

Po odpoczynku, o godz. 14:30 znów są w stajni, czyszczą konie, przygotowują i o godz. 15 wyjazd w teren na dwie godziny.

Czy te wyjazdy odbywają się na teranie ośrodka czy uczestnicy kursu mogą podziwiać nadwarciańskie krajobrazy?

Po południu jedziemy w teren, w lasy, które ciągną się aż do Poznania. To są malownicze tereny ciągnące się wzdłuż Warty. Tu jest naprawdę pięknie. Codziennie jest też lekcja teorii, na drugi dzień powtarzamy przerabiany materiał- w ten sposób dzieci szybko się uczą. Po lekcji teorii, o godzinie 18 dzieci ponownie idą do stajni, sprzątają boksy i karmią konie.  O godzinie 18:30 jest kolacja, po niej dzieci odbierają swoje telefony i każdy ze swoim koniem idzie na trawę. Konie skubią, a dzieci mogą zdać relacje rodzicom co było w ciągu dnia. Robią też sobie zdjęcia z końmi – to bardzo uroczy widok.

Około godziny 20 dzieci odstawiają konie i mają woltyżerkę. Bierzemy kilka koni różnej wielkości, żeby dzieci skomasować w grupach. Dzieci uczą się wskakiwać z boku, z tyłu, przeskakiwać przez konia. Jest to czas na zabawę ze zwierzętami, który daje rozluźnienie. Wszystko kończy się o godzinie 21. Potem prysznic, kołysanka i spać. (śmiech)

Pewnie po tak intensywnym dniu, młodzież nie ma już sił żeby zagrać na telefonie?

O godzinie 21:30 wszystkie telefony są zdawane i już później nie ma gadania. Wcześniej mówiliśmy o tym, żeby po godzinie 21 rodzice nie dzwonili. Dzieci są zmęczone i potrzebują dużo snu po tak intensywnych dniach.

Ilu osobowe są pokoje?

Najwięcej pokoi jest trzyosobowych, ale pokoje są dwu, trzy, cztero i sześcioosobowe. Z dziećmi jest tak, że jeśli jest pokój sześcioosobowy, to jeszcze dobrałyby sobie dwie koleżanki na materacach – dzieci to lubią (śmiech) Cały internat jest na 80 osób. Jest on urządzony w skandynawskim stylu, w drewnie. Łazienki z prysznicami są na zewnątrz, ale w każdym pokoju jest umywalka z ciepłą wodą.

Czy rodzice obozowiczów czy inni dorośli również mogą przyjechać do ośrodka?

Tak, oczywiście, jest tu 300 miejsc hotelowych, z tego 60 miejsc w luksusowych pokojach w pałacu. W ciągu roku organizujemy 22 zawody. Są to imprezy regionalne i ogólnopolskie. Koszt pobytu to już od 50 złotych za miejsce w internacie, 60 złotych w oficynie, 100  złotych za miejsce w pensjonacie. Do 400 zł od osoby za pobyt w pałacu.

Chciałabym dopytać  jeszcze o kadrę instruktorską. Po tylu latach pracy zapewne doczekał się Pan wśród kadry swoich uczniów z ich dziecięcych lat.

Kadrę szkolimy sami. Nie zapraszamy instruktorów szkolonych  przez Polski Związek Jeździecki. Często dziecko, które zaczyna jeździć w przeciętnej szkółce, goni na loży i rok czeka na pierwszy galop. 

Mamy zupełnie inny styl nauki, inne wymagania. Przy pracy ze zwierzęciem trzeba być bardzo konsekwentnym. U nas są porządnie wyszkolone konie. Instruktor, którzy towarzyszy dziecku dobrze zna każde zwierzę ze swojej stajni. Po tygodniu kursu, dziecko, nie tylko pewnie trzyma się na grzbiecie konia - potrafi nad nim zapanować, skacze przez przeszkody i odkrywa radość z samodzielnej jazdy.

 Wszystko to wzmacnia wiarę dziecka w swoje możliwości, daje mu poczucie pewności siebie, które pomaga w budowaniu dobrych relacji z innymi. Przekłada się też na czerpanie dziecięcej radości z życia.

K. A.: Mnie wielką radością napełniło już samo spotkanie z Panem i ciekawa rozmowa za którą bardzo dziękuję.


Antoni Chłapowski, potomek generała Dezyderego Chłapowskiego jest twórcą i właścicielem Centrum Hipiki w Jaszkowie. 

Pierwszym sportem wyczynowo uprawianym przez Antoniego Chłapowskiego były wyścigi samochodowe formuły Ford, w których zdobył tytuł mistrza Danii, wicemistrza Szwecji, wicemistrza Beneluxu oraz uzyskał II-gą lokatę do finału Mistrzostw Świata w 1972 r.

Po kilkuletniej karierze w wyścigach Antoni Chłapowski zamienił konie mechaniczne na żywe. Ukończył renomowaną Szwedzką Szkołę Instruktorów w Stroemsholm, w której uzyskał najwyższy stopień instruktorski RIK III. Swoją karierę kontynuował jako doskonały jeździec, reprezentant Szwecji w sportach konnych.

Przez wiele lat Antoni Chłapowski trenował w najbardziej renomowanych stajniach Europy - Jana Mathausena, braci Thomasa i Markusa Fuchs, Willy Melligera, Stanny van Paesschen, Heleny i Petera Weinberg. Obecnie jest doskonałym trenerem, propagatorem w Polsce sportu jeździeckiego dzieci i młodzieży na pony, zawodowym podkuwaczem. Dzięki jego wszechstronnej działalności w Centrum Hipiki istnieje klub jeździecki, szkoła podkuwaczy, zainicjowany został projekt szkoły berajtrów. W 2003 roku Antoni Chłapowski został wyróżniony przez Marszałka Województwa Wielkopolskiego odznaką honorową za zasługi dla województwa Wielkopolskiego.

Najnowsze wydanie