Transformacja bez fundamentów? Polska energetyka stoi przed największym testem od dekad
Zmiany w europejskiej polityce klimatycznej nie są abstrakcyjną dyskusją ekspertów. Znacząco wpłyną na bezpieczeństwo energetyczne i rachunki milionów Polaków. Czy polskie ciepłownictwo przetrwa narastającą presję regulacyjną? Dlaczego transformacja w Polsce nie może przebiegać jak w Hiszpanii? I co naprawdę wydarzyło się podczas iberyjskiego blackoutu? O najważniejszych wyzwaniach energetycznych, ze Sławomirem Wołyńcem, właścicielem i prezesem „EC Zagłębie Dąbrowskie”, rozmawiał Robert Gołaszewski.
Robert Gołaszewski: Czy odbiorcy końcowi w ogóle zdają sobie sprawę, że zmiany wynikające z Zielonego Ładu przełożą się bezpośrednio na ich rachunki i bezpieczeństwo energetyczne?
Sławomir Wołyniec: Uważam, że zdecydowana większość odbiorców nie ma świadomości, jak głęboko zmiany wynikające z Zielonego Ładu wpłyną na ich życie codzienne. Publiczna debata często koncentruje się na narracji klimatycznej, natomiast rzadko mówi o kosztach i odpowiedzialności za transformację. Ludzie słyszą o nowych regulacjach, ale nie widzą ich związku z własnym domowym budżetem.
Tymczasem to oni ostatecznie zapłacą za opóźnienia w modernizacji, za rosnące koszty uprawnień czy konieczność naprawiania wieloletnich zaniedbań inwestycyjnych. Sztucznie zaniżane taryfy nie będą mogły trwać wiecznie, a im później sektor zostanie uporządkowany, tym gwałtowniejsze będą podwyżki. Dla przykładu ceny ciepła systemowego w Czechach i Niemczech są już dziś o ok. 60% wyższe niż w Polsce (porównanie dla dużych miast), co pokazuje, jak ogromna jest różnica między rynkiem politycznie regulowanym a realnymi kosztami.

Skąd bierze się tak duża różnica między polskimi cenami ciepła a europejskimi?
Kluczową przyczyną jest wieloletnie, nadmierne regulowanie rynku przez URE, które utrzymywało ceny na poziomie nieodzwierciedlającym realnych kosztów prowadzenia działalności. W najgorszej sytuacji są przedsiębiorstwa kogeneracyjne, którego uśredniony wskaźnik rentowności wg corocznego raportu URE „Energetyka cieplna w liczbach” nieprzerwanie od roku 2019 pozostaje ujemny (2023 r.: minus 17%, 2022 r.: minus 38%).
W efekcie wiele przedsiębiorstw od dawna nie jest w stanie finansować niezbędnych modernizacji, wymiany infrastruktury czy dostosowywania się do rosnących wymogów klimatycznych. Prowadzi to do chronicznego braku inwestycji, starzenia się sieci, narastającego ryzyka awarii i konieczności działania „od sezonu do sezonu”. Na bardziej rynkowych systemach europejskich ceny rosną szybciej, ale firmy mają środki, aby modernizować źródła, inwestować w nowe technologie i dywersyfikować paliwa. W Polsce natomiast utrzymywanie niskich cen blokowało rozwój sektora i doprowadziło do głębokiej luki inwestycyjnej.
Co zmieniło się w ostatnich tygodniach w kwestii propozycji „Sprawiedliwe kary w systemie handlu emisjami EU ETS” zespołu Rafała Brzoski SprawdzaMy.com?
Po długim okresie wstrzymania tej propozycji, została ona przyjęta przez Rządowy Zespół Deregulacyjny. To bardzo ważny krok, bo dotyczy kwestii kluczowej dla wielu przedsiębiorstw – kar wynikających z zaległości w rozliczeniach praw do emisji CO₂ obowiązujących w systemie EU ETS. Przedstawiony projekt zakłada wprowadzenie zasady proporcjonalności, która umożliwiłaby branie pod uwagę okoliczności, stopnia zawinienia, skali uchybienia, a nawet obiektywnej niemożności realizacji obowiązku.
Obecny system działa automatycznie i bezrefleksyjnie, nakładając identyczną karę niezależnie od okoliczności. Wdrożenie zmian pozwoliłoby przywrócić elementarną racjonalność i zgodność z podstawowymi zasadami prawa.
Jak wygląda dzisiejszy system kar w praktyce?
Działa on w sposób bezwzględny, automatyczny i całkowicie pozbawiony elastyczności. Kara wynosi zawsze 100 euro za każdy nierozliczony w terminie certyfikat, niezależnie od tego, czy opóźnienie wyniosło jeden dzień czy pół roku. Urzędnicy nie mogą badać żadnych okoliczności towarzyszących ani awarii systemów informatycznych, ani opóźnień po stronie instytucji pośredniczących, ani nawet faktu, że przedsiębiorstwo przy absurdalnie niskim poziomie regulowanych przez URE taryf obiektywnie nie miało możliwości rozliczenia certyfikatów uprawniających do emisji CO₂, ponieważ poziom rynkowych kosztów był znacząco wyższy od regulowanych przez URE przychodów.
Obowiązujące przepisy są sprzeczne zarówno z zasadą proporcjonalności zapisaną w Konstytucji, jak i z dyrektywą unijną, która wymaga jednoczesnego zachowania skuteczności, odstraszającego charakteru i proporcjonalności sankcji. Obecny model spełnia wyłącznie warunek odstraszania, ignorując pozostałe.
Jak wdrożenie proponowanych zmian wpłynęłoby na przedsiębiorstwa ciepłownicze?
Wprowadzenie proporcjonalności byłoby dla sektora prawdziwym przełomem. Firmy zyskałyby poczucie bezpieczeństwa, przewidywalności oraz elementarnego poczucia sprawiedliwości. Byłoby to motywujące także dla Urzędu Regulacji Energetyki, aby poziom taryf był wystarczający na pokrycie realnych kosztów. Obecnie pojedyncza kara, wynikająca z błędu technicznego czy minimalnego opóźnienia, może stanowić zagrożenie dla płynności finansowej, a nawet prowadzić do upadłości. Zmiana przepisów pozwoliłaby przedsiębiorstwom planować inwestycje, prowadzić racjonalną politykę finansową i skupić się na modernizacji źródeł oraz sieci, zamiast funkcjonować pod permanentną presją nieadekwatnych sankcji.
Kilka dni temu na forum Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w Katowicach ponownie poruszono temat ciepłownictwa w kontekście działalności elektrociepłowni w Będzinie. WRDS podkreśla, że obecny model sankcyjny EU ETS i problemy z rozliczeniem emisji CO₂ zagrażają bezpieczeństwu energetycznemu regionu.
Jak ocenia Pan działania instytucji państwowych i samorządowych oraz postulaty WRDS dotyczące zmian legislacyjnych, taryfowych i systemu kar?
Sytuacja, w jakiej znalazło się ciepłownictwo w naszym regionie, to realne zagrożenie dla mieszkańców. Kary sięgające setek milionów złotych pokazują, że obecny system EU ETS zwyczajnie nie przystaje do rzeczywistości. Dlatego w pełni popieram postulaty WRDS – potrzebujemy pilnych zmian legislacyjnych, rozsądnego podejścia do kar i jasnych, szybkich zasad zatwierdzania taryf, które pokryją realne koszty produkcji ciepła. My nie walczymy o tabelki, tylko o to, żeby w miastach Zagłębia Dąbrowskiego nikt nie został bez ciepła. Mam nadzieję, że rząd i właściwe instytucje w końcu usłyszą ten głos i zaczną działać.
Czy polskie ciepłownictwo jest traktowane przez Państwo jako infrastruktura strategiczna?
Niestety często odnoszę wrażenie, że nie. Mimo że jest to sektor kluczowy dla bezpieczeństwa obywateli i funkcjonowania instytucji publicznych, bywa postrzegany jedynie jako rynek regulowany, a nie element infrastruktury krytycznej. W krajach Europy Zachodniej ciepłownictwo stanowi część długoterminowych strategii państwa, a inwestycje w jego rozwój są traktowane priorytetowo. W Polsce brakuje spójnej wizji, koordynacji między resortami oraz jasnego, wieloletniego planu transformacji. Bez takiego podejścia trudno będzie przeprowadzić modernizację w sposób, który nie zagrozi stabilności i bezpieczeństwu energetycznemu kraju. Polska ma wyjątkowy w skali Europy system ciepłowniczy, z którego korzysta ponad połowa społeczeństwa.
Czym różni się polska transformacja energetyczna od zmian zachodzących na południu Europy?
Różnice wynikają przede wszystkim z odmiennej struktury miksu energetycznego oraz warunków naturalnych. Hiszpania, często podawana jako wzór ekologicznej rewolucji, korzysta z bardzo wysokiego nasłonecznienia i warunków sprzyjających rozwojowi wiatru, a jednocześnie posiada kilka elektrowni jądrowych. Jej miks opiera się dziś w zdecydowanej większości na odnawialnych źródłach energii. Polska ma jedynie ułamek tej liczby słonecznych dni, nie dysponuje jeszcze energią jądrową, a jednocześnie mierzy się z wyjątkowo wysokimi zimowymi obciążeniami sieci oraz dużą zależnością od bloków węglowych. Dlatego próba kopiowania modelu południowoeuropejskiego jest nierealistyczna. Każdy kraj powinien prowadzić transformację dostosowaną do własnych warunków i zasobów.
Jakie wnioski płyną z hiszpańsko-portugalskiego blackoutu?
Najważniejszy jest jeden: system energetyczny potrzebuje stabilnej inercji, czyli zdolności do utrzymania równowagi w momentach nagłych zmian. Gdy w Hiszpanii doszło do przeciążenia sieci, jej stabilność uratowały duże, wirujące bloki we Francji, których masa obrotowa pozwoliła „zamortyzować” wstrząs w systemie. To jasno pokazuje, że bez zaplecza w postaci konwencjonalnych źródeł — węglowych, gazowych lub jądrowych — oparcie systemu wyłącznie na OZE jest ryzykowne.
Co powinno być najważniejszym kryterium polskiej transformacji energetycznej?
Najważniejszym kryterium powinna być stabilność systemu, ponieważ to ona warunkuje bezpieczeństwo państwa, gospodarki i obywateli. Transformacja musi być prowadzona w taki sposób, aby zapewnić ciągłość dostaw energii w każdych warunkach, a jednocześnie utrzymać jej dostępność oraz konkurencyjną cenę. Bez stabilnej i taniej energii nie da się budować nowoczesnej gospodarki, przyciągać inwestycji ani utrzymywać konkurencyjności na światowym rynku. Ambitne cele klimatyczne muszą być realizowane w tempie, które nie podważy bezpieczeństwa ani nie doprowadzi do gwałtownego wzrostu kosztów życia.
Serdecznie dziękuję za rozmowę i liczę, że do tematu będziemy mogli wrócić, gdy pojawią się kolejne decyzje i rozwiązania systemowe.
