Przejdź do treści
Aktualności

Koniec zarządzania. Początek projektowania firm

Jeszcze kilka lat temu definicja skutecznego przywództwa była zaskakująco prosta. Dobry lider był wszędzie: w decyzjach, operacjach, problemach i detalach. Trzymał rękę na pulsie organizacji, reagował szybciej niż inni, osobiście rozstrzygał kluczowe kwestie i spinał całość własną obecnością. Pracowitość stanowiła przewagę konkurencyjną. Zaangażowanie było siłą. Dostępność lidera – fundamentem sprawności operacyjnej.

Ten model działał. Jeszcze w 2022 roku w wielu firmach uchodził za standard efektywności. Dziś coraz częściej staje się ograniczeniem.

W 2026 roku największym ryzykiem dla właściciela firmy nie jest brak technologii ani fakt, że konkurencja szybciej wdrożyła rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Najpoważniejszym zagrożeniem jest prowadzenie organizacji tak, jakby architektura rzeczywistości biznesowej nie uległa zmianie. Jakby tempo decyzji było wolniejsze, złożoność mniejsza, a otoczenie bardziej przewidywalne. Tymczasem reguły gry wyraźnie się zmieniły.

Przez lata uczyliśmy się zarządzania w świecie, który dawał się planować. Kontrola, optymalizacja, harmonogramy i procedury były adekwatną odpowiedzią na warunki, w których wzrost oznaczał przede wszystkim zwiększanie liczby ludzi, zasobów i godzin pracy. Większy wysiłek przekładał się na większy efekt. Ta logika długo pozostawała racjonalna.

Dziś coraz częściej przestaje wystarczać.

Współczesne organizacje są cięższe niż kiedykolwiek wcześniej – obciążone procesami, narzędziami, procedurami, zobowiązaniami oraz operacyjnym „długiem” ostatnich lat. Presja, by robić więcej, szybciej i taniej jednocześnie, prowadzi do systemowego przeciążenia. W 2026 roku sama pracowitość rzadko bywa przewagą. Coraz częściej staje się kosztem.

Przeciążone zespoły to nie wyłącznie wyzwanie HR-owe. To realne ryzyko operacyjne: spadek jakości decyzji, wzrost absencji i rotacji, utrata ciągłości działania oraz permanentna pogoń za zasobami. W tym kontekście wysiłek przestaje być główną walutą organizacji. Coraz większego znaczenia nabiera jakość decyzji oraz architektura, w której te decyzje zapadają.

W rozwoju wielu firm pojawia się moment, który z zewnątrz wygląda jak sukces: rosnąca skala, stabilne przychody, ambitniejsze cele. Od środka bywa to jednak punkt graniczny. To, co dotąd napędzało wzrost, zaczyna pełnić funkcję wąskiego gardła.

Na wczesnym etapie energia lidera jest ogromnym atutem. Decyzje zapadają szybko – często w głowie jednej osoby. Lider widzi więcej, wie szybciej i bierze pełną odpowiedzialność. Taki model bywa nie tylko skuteczny, ale wręcz niezbędny dla dynamiki wzrostu.

Wraz ze skalą ta sama logika zaczyna jednak ciążyć. Każda kolejna decyzja absorbuje więcej uwagi. Każde „tak” i każde „nie” pozostaje w pamięci na dłużej. Organizacja rośnie, a przestrzeń decyzyjna lidera stopniowo się kurczy.

W tym momencie zmienia się natura przywództwa.

Nowa jakość nie polega na jeszcze większym wysiłku, lepszym zarządzaniu kalendarzem czy wdrożeniu kolejnego narzędzia do kontroli zadań. Polega na przesunięciu roli lidera – z podejmowania decyzji na projektowanie systemu, w którym decyzje zapadają.

Kluczowe przestaje być to, jak trafne decyzje podejmuje lider osobiście. Coraz większego znaczenia nabiera to, jak zaprojektowana jest architektura decyzyjna organizacji. Dobrze zaprojektowany system sprawia, że decyzje nie wracają w nieskończoność na biurko prezesa, nie wymagają wielokrotnego rozstrzygania i pozostają spójne z kierunkiem strategicznym – nawet wtedy, gdy podejmuje je ktoś inny.

Architektura decyzji to obszar często niewidoczny na pierwszy rzut oka: jasne role, klarowne granice odpowiedzialności, zasady rozstrzygania niepewności, przejrzysty przepływ informacji i spójna logika podejmowania rozstrzygnięć. To projekt organizacji jako systemu.

W dobrze zaprojektowanej firmie nie chodzi o to, by lider wiedział wszystko. Chodzi o to, by nie musiał wiedzieć wszystkiego. Nie dlatego, że traci kontrolę, lecz dlatego, że kontrola została zastąpiona strukturą.

W tym punkcie klasyczne zarządzanie – oparte na reagowaniu i byciu ostateczną instancją – ustępuje miejsca świadomemu projektowaniu procesów, odpowiedzialności i modeli decyzyjnych. Firma przestaje być przedłużeniem jednego umysłu. Zaczyna funkcjonować jak dojrzały organizm, zdolny utrzymać własny ciężar i rozwijać się bez ciągłej interwencji właściciela.

Dla wielu liderów jest to jeden z trudniejszych etapów rozwoju. Wymaga oddania części decyzji, ale nie odpowiedzialności. Wymaga zaufania do systemu, zanim stanie się on doskonały. I przede wszystkim – wymaga odwagi, by przyznać, że dalszy wzrost nie przyjdzie z większego poświęcenia, lecz z lepszego projektu. W tym kontekście sztuczna inteligencja nie jest rewolucją samą w sobie. Jest raczej lustrem, które bezlitośnie pokazuje, jak firma została zaprojektowana. W dobrze zaprojektowanej organizacji staje się dźwignią skali. W źle zaprojektowanej – wzmacnia chaos, przyspiesza złe decyzje i obnaża strukturalne słabości. Dlatego prawdziwym zagrożeniem nie jest technologia. Jest nim lider, który próbuje nałożyć nowe narzędzia na stary sposób myślenia.

W 2022 roku wiedza mogła jeszcze mieszkać w głowie właściciela. W 2026 roku musi żyć poza nim: w systemach, strukturze, modelach decyzyjnych i sposobie działania organizacji. Firma, która działa wyłącznie dlatego, że „szef wie”, nie jest firmą skalowalną. Jest firmą zależną. A zależność w świecie przyspieszenia staje się ryzykiem strategicznym. Nowa konkurencja coraz rzadziej toczy się wyłącznie na poziomie produktu czy ceny. Coraz częściej rozgrywa się na poziomie architektury. Wygrywają ci, którzy lepiej zaprojektowali sposób działania swojej organizacji jako spójnego systemu. Dlatego dziś kluczowe pytanie nie brzmi już: czy wdrożyłeś AI. Coraz częściej brzmi: czy przeprojektowałeś swoją firmę pod rzeczywistość, w której decyzje – a nie wysiłek – są głównym źródłem przewagi.

Firmy osiągające ponadprzeciętne wyniki niekoniecznie pracują więcej. Nie mają magicznych zespołów ani wyjątkowej motywacji. Mają liderów, którzy zrozumieli, że ich prawdziwą pracą nie jest zarządzanie codziennością, lecz projektowanie warunków, w których codzienność działa mądrze sama. Jeśli więc firma rośnie, ale coraz bardziej potrzebuje obecności lidera; jeśli decyzje kosztują coraz więcej energii; jeśli tempo świata zaczyna wyprzedzać istniejące struktury – to nie jest sygnał, że potrzebne jest kolejne narzędzie. To sygnał, że czas zmienić rolę.

Dla wielu liderów jest to jeden z najtrudniejszych etapów rozwoju organizacji. Oznacza konieczność oddania części decyzji – ale nie odpowiedzialności. Wymaga zaufania do systemu, zanim stanie się on doskonały. Przede wszystkim jednak wymaga odwagi, by uznać, że dalszy wzrost nie będzie efektem większego poświęcenia, lecz lepszego projektu.

W tym kontekście sztuczna inteligencja nie jest rewolucją samą w sobie. Jest raczej lustrem, które bezlitośnie pokazuje, jak firma została zaprojektowana. W organizacji o spójnej architekturze staje się dźwignią skali. W strukturze chaotycznej – wzmacnia bałagan, przyspiesza błędne decyzje i obnaża słabości systemowe.

Dlatego prawdziwym zagrożeniem nie jest technologia. Jest nim lider próbujący nakładać nowe narzędzia na stary sposób myślenia.

W 2022 roku wiedza mogła jeszcze „mieszkać” w głowie właściciela. W 2026 roku musi funkcjonować poza nim – w systemach, strukturach, modelach decyzyjnych i operacyjnej logice organizacji. Firma, która działa wyłącznie dlatego, że „szef wie”, nie jest organizacją skalowalną. Jest organizacją zależną. A zależność w świecie przyspieszenia staje się ryzykiem strategicznym.

Nowa konkurencja coraz rzadziej rozgrywa się wyłącznie na poziomie produktu czy ceny. Coraz częściej toczy się na poziomie architektury organizacyjnej. Wygrywają ci, którzy lepiej zaprojektowali sposób działania firmy jako spójnego systemu.

Dlatego kluczowe pytanie nie brzmi już: czy wdrożyłeś AI. Coraz częściej brzmi: czy przeprojektowałeś firmę pod rzeczywistość, w której decyzje – a nie wysiłek – stanowią główne źródło przewagi.

Przedsiębiorstwa osiągające ponadprzeciętne wyniki niekoniecznie pracują więcej. Nie dysponują magicznymi zespołami ani nadzwyczajną motywacją. Mają liderów, którzy zrozumieli, że ich podstawową rolą nie jest zarządzanie codziennością, lecz projektowanie warunków, w których codzienność funkcjonuje mądrze i samodzielnie.

Jeśli więc firma rośnie, a jednocześnie coraz silniej uzależnia się od obecności lidera; jeśli każda decyzja kosztuje coraz więcej energii; jeśli tempo otoczenia zaczyna wyprzedzać istniejące struktury – to nie jest sygnał, że potrzebne jest kolejne narzędzie.

To sygnał, że nadszedł czas na zmianę roli. Bo prawdziwa przewaga w 2026 roku nie rodzi się w technologii. Rodzi się w momencie, w którym lider przestaje zarządzać – i zaczyna projektować firmę. 

dr Anna Kania Okienczyc, strategiczny doradca właścicieli firm i CEO w budowie przywództwa, które przekłada się na ponadprzeciętne rezultaty. Przez ponad 20 lat rozwijała biznesy wielkich firm, DHL, InPost i Canal+, zajmując czołowe stanowiska w Zarządach, w obszarach Marketingu, Sprzedaży, Obsługi Klienta i jego doświadczenia. Zarządzała zespołami od kilku do kilkuset osób. Na bazie wiedzy i wieloletniego doświadczenia stworzyła Program Efektywnego Przywództwa, który wspiera liderów w rozwoju kompetencji przywódczych i osiąganiu zawodowych sukcesów.  

Najnowsze wydanie